Nie można się zmusić do miłości. Albo jest, albo jej nie ma. Jeśli nie, trzeba umieć się do tego przyznać. A kiedy się kogoś kocha, należy robić wszystko, żeby ten ktoś był szczęśliwy.
Odkąd pamiętam nikt nie traktował mnie poważnie, ale to już się zmieniło. Mario jest taki kochany i delikatny we wszystkim co robi, ale jak każdy facet potrafi się zdenerwować a wtedy nie warto do Niego podchodzić.
Dużymi krokami zbliżaliśmy się do piątku. Zostało jeszcze 2 dni i spotkam się ze swoim kochaniem.
Zastanawiam się co będziemy tam robić, ale nie warto nic planować, najlepsze rzeczy wychodzą spontanicznie. Dzisiaj był ten dzień że muszę powiedzieć Mario że przyjeżdżam a może zrobię mu niespodziankę. Wiem że on tego nie lubi, no ale warto było zaryzykować.
Tak to już dziś wyjeżdżam do Monachium. Bardzo długo czekałam na ten dzień. Ciężko też było namówić mojego brata no wyjazd, ale kto nie walczy ten nic nie osiągnie.
Przez ostatnie dni czułam się kiepsko, wywołane było to tym że mój brat się ode mnie odwrócił i przestał ze mną rozmawiać. Nie miałam pojęcia dlatego się tak zachowuje ale sądzę że może chodzi mu o to że mam chłopaka, nigdy nie chciał żebym była z kimś bo jak twierdził nie chce żeby jego malutka siostra wyprowadziła się od Niego i przestała się odzywać a co najgorsze odwiedzać, ten temat Naszych rozmów prawie zawsze doprowadzał do kłótni tak też było ostatnio.
Nic nie mogę na to poradzić że zakochałam się w Nim - Mario.
Gdy skończyłam myśleć o swoim życiu czy mojej przyszłości usłyszałam jak mała Piszczek biegnie do mnie. Ona jest taka mała a bardzo dużo rozumie, ma charakter swojego tatusia a urodę ma po mamusi.
-Hej ciociu, już dzisiaj wyjeżdżasz, tak? Zapytała ze smutkiem na twarzy. Wyczułam w jej głosie płacz ale nie płakała bo jest bardzo dzielna.
- Hej Sarciu, no tak wyjeżdżam dzisiaj. Ale proszę nie bądź smutna bo ciocia nie wyjeżdża na zawsze tylko na kilka dni i obiecuję że coś Ci kupię. - Przytuliłam małą a Ona to mocno odwzajemniła, jej zaletą jest to że potrafi dobrze przytulać.
Mała jest taką promienną osobą, że nie wiem czy w moim życiu spotkałam taką delikatną dziewczynkę jak Ona.
Po bardzo smutnej ale wesołej rozmowie z Sarą zeszłam na dół aby zjeść obiad i zacząć pakować walizkę, zawsze gdy się pakuję to muszę dwadzieścia razy wypakowywać ubrania bo nie mogę się zdecydować co mam wziąć.
Zeszłam na dół w celu zjedzenia czegoś pożywnego co postawi mnie na nogi,niby jest już popołudnie a ja jestem jakaś niewyspana, senna nawet kawa już nie pomoże zobaczyłam Ewcię i postanowiłam sobie z Nią porozmawiać.
-Hej Ewcia - uśmiechnęłam się ukazując swoje dołeczki. Jak tam? -zapytałam z delikatnym ale radosnym uśmiechem.
Ostatnio między mną a moim bratem było gorzej, a Ewa wyczuła to i nie zamierzała się wtrącać w moje kłótnie z Piszczem.
- Majka.. Posłuchaj teraz Ty mnie. Ty i Łukasz zachowujecie się jak dzieci, nikogo nie usprawiedliwiam bo Łukasz to mój mąż a Ty jesteś kochaną małą Majką, ale jako rodzeństwo powinniście o wiele lepiej się dogadywać a Wy co robicie? - krzyknęła i miała bardzo poważną minę a to świadczyło tylko o tym że jest zła na mnie i Miszcza-Piszcza.
Bardzo dobrze ją rozumiałam i miała rację, więc czas zażegnać konflikt z moim bratem, w tym czasie go nie było w domu, poszedł do Błaszczyka - ten to zawsze wiedział co zrobić jak Łuki jest zły lub smutny. Piwko, wódeczka to jego plan.
W sumie to właśnie Kuba i Ewa umieli pomóc mojemu bratu, nikt nie lubił smutnego Łukasza w tym momencie pomyślałam o Piszczu jak się śmieje, no bo to właśnie jego uśmiech jest prawdziwy i taki szczery, ale teraz coraz rzadziej pokazuje swoje ząbki.
- Wiem, Ewa masz rację no ale Łukasza nie ma, a ja jeszcze przed wyjazdem chcę załatwić sprawę z Miszczem - zaśmiałam się pod nosem ale w głębi duszy było mi smutno.
Widziałam katem oka że moja bratowa nie była zadowolona z zachowania swojego męża, ale ja na pewno na niego w żaden sposób i to teraz w czasie mojego wyjazdu nie wpłynę, załatwię to wszystko po powrocie, a teraz czas na pakowanie, nie lubiłam tego.
Odpaliłam laptopa i postanowiłam że zadzwonię na Skypie do Mario, akurat jest po treningu więc będzie miał czas chociaż chwilkę pogadać abym szybciej się spakowała. Odebrał za pierwszym sygnałem, więc pewnie nie miał nic ciekawego do roboty.
- Hej kochanie, jak tam? - zapytał z wyraźnym wyrazem twarzy.
Gdy już on się uśmiechnął to poczułam coś w środku, nie mam pojęcia co to było ale coś cudownego jakby jakieś ukłucia, jakby taka gula w gardle która nie chce odjeść.
Patrzył się na mnie wyraźnie zadowolony moim przyjazdem a ja głupia nie mogłam nic powiedzieć, to wina tej guli w gardle
- No hej, wszystko dobrze jeśli chodzi o mnie, bo mój brat nadal jest na mnie zły że jadę do Ciebie - puściłam oczko i postawiłam laptopa na podłogę, aby móc się spakować w spokoju i nikt mi nie będzie mówił że coś nie słychać czy są jakieś zakłócenia.
Widać było że On jest zmęczony po treningu więc nie chciałam go męczyć naszą rozmową. Jeszcze zdąży na mnie się na patrzeć w ciągu tych 3 dni, pewnie mu się znudzę.
-Kochanie idź sobie odpocznij, bo wiem jak to jest być zmęczonym po treningu a obiecuję Ci że jak wstaniesz to już mnie zobaczysz. - uśmiechnęłam się szeroko i puściłam oczko.
Mario bez żadnych sprzeciwów uśmiechnął się i przytaknął mi więc zakończyłam rozmowę i schowałam laptopa i w końcu mogłam się do końca spakować, jak zawsze walizka mnie nie kochała bo nie chciała się zamknąć.
Gdy już skończyłam męczyć się z walizką zobaczyłam że już za godzinę mam pociąg do Monachium, zeszłam na dół i zobaczyłam swojego brata od razu przypomniały mi się wszystkie chwile spędzone z Łukaszem w Polsce.
-Łuki możemy porozmawiać? - zapytałam lekko krzywą miną, ponieważ bałam się jak zareaguje mój smutny ale stanowczy brat.
Poczułam wzrok Łukasza na sobie, więc wiem jakie czeka mnie kazanie, normalnie jak w kościele..
-Majka, wiem że ostatnio coś nie dobrze między Wami, a to dlatego że nie chcę aby moja mała kruszynka ruszała w świat i to sama, będę tęsknił za Tobą ale baw się dobrze i możesz być pewna że nie jestem zły na Ciebie - delikatnie mnie przytulił i robił to najlepiej właśnie tylko On. Ucieszyłam się ponieważ nie chciałam jechać tam wiedząc że nie wyjaśniłam ważnej sprawy. Teraz mogę spokojnie wyjeżdżać - uśmiechnęłam się promiennie, a mój kochany braciszek zaproponował mi że mnie podwiezie na dworzec.
Z gracją modelki podeszłam do dziewczyn żegnając się z Nimi, wiedziałam że wrócę więc nawet nie było łez. Po jakimś czasie, byłam już w pociągu i zostało tylko czekać jak wkurzający głos z pociągu powie mi że już jestem w Monachium.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zastanawiam się co będziemy tam robić, ale nie warto nic planować, najlepsze rzeczy wychodzą spontanicznie. Dzisiaj był ten dzień że muszę powiedzieć Mario że przyjeżdżam a może zrobię mu niespodziankę. Wiem że on tego nie lubi, no ale warto było zaryzykować.
Tak to już dziś wyjeżdżam do Monachium. Bardzo długo czekałam na ten dzień. Ciężko też było namówić mojego brata no wyjazd, ale kto nie walczy ten nic nie osiągnie.
Przez ostatnie dni czułam się kiepsko, wywołane było to tym że mój brat się ode mnie odwrócił i przestał ze mną rozmawiać. Nie miałam pojęcia dlatego się tak zachowuje ale sądzę że może chodzi mu o to że mam chłopaka, nigdy nie chciał żebym była z kimś bo jak twierdził nie chce żeby jego malutka siostra wyprowadziła się od Niego i przestała się odzywać a co najgorsze odwiedzać, ten temat Naszych rozmów prawie zawsze doprowadzał do kłótni tak też było ostatnio.
Nic nie mogę na to poradzić że zakochałam się w Nim - Mario.
Gdy skończyłam myśleć o swoim życiu czy mojej przyszłości usłyszałam jak mała Piszczek biegnie do mnie. Ona jest taka mała a bardzo dużo rozumie, ma charakter swojego tatusia a urodę ma po mamusi.
-Hej ciociu, już dzisiaj wyjeżdżasz, tak? Zapytała ze smutkiem na twarzy. Wyczułam w jej głosie płacz ale nie płakała bo jest bardzo dzielna.
- Hej Sarciu, no tak wyjeżdżam dzisiaj. Ale proszę nie bądź smutna bo ciocia nie wyjeżdża na zawsze tylko na kilka dni i obiecuję że coś Ci kupię. - Przytuliłam małą a Ona to mocno odwzajemniła, jej zaletą jest to że potrafi dobrze przytulać.
Mała jest taką promienną osobą, że nie wiem czy w moim życiu spotkałam taką delikatną dziewczynkę jak Ona.
Po bardzo smutnej ale wesołej rozmowie z Sarą zeszłam na dół aby zjeść obiad i zacząć pakować walizkę, zawsze gdy się pakuję to muszę dwadzieścia razy wypakowywać ubrania bo nie mogę się zdecydować co mam wziąć.
Zeszłam na dół w celu zjedzenia czegoś pożywnego co postawi mnie na nogi,niby jest już popołudnie a ja jestem jakaś niewyspana, senna nawet kawa już nie pomoże zobaczyłam Ewcię i postanowiłam sobie z Nią porozmawiać.
-Hej Ewcia - uśmiechnęłam się ukazując swoje dołeczki. Jak tam? -zapytałam z delikatnym ale radosnym uśmiechem.
Ostatnio między mną a moim bratem było gorzej, a Ewa wyczuła to i nie zamierzała się wtrącać w moje kłótnie z Piszczem.
- Majka.. Posłuchaj teraz Ty mnie. Ty i Łukasz zachowujecie się jak dzieci, nikogo nie usprawiedliwiam bo Łukasz to mój mąż a Ty jesteś kochaną małą Majką, ale jako rodzeństwo powinniście o wiele lepiej się dogadywać a Wy co robicie? - krzyknęła i miała bardzo poważną minę a to świadczyło tylko o tym że jest zła na mnie i Miszcza-Piszcza.
Bardzo dobrze ją rozumiałam i miała rację, więc czas zażegnać konflikt z moim bratem, w tym czasie go nie było w domu, poszedł do Błaszczyka - ten to zawsze wiedział co zrobić jak Łuki jest zły lub smutny. Piwko, wódeczka to jego plan.
W sumie to właśnie Kuba i Ewa umieli pomóc mojemu bratu, nikt nie lubił smutnego Łukasza w tym momencie pomyślałam o Piszczu jak się śmieje, no bo to właśnie jego uśmiech jest prawdziwy i taki szczery, ale teraz coraz rzadziej pokazuje swoje ząbki.
- Wiem, Ewa masz rację no ale Łukasza nie ma, a ja jeszcze przed wyjazdem chcę załatwić sprawę z Miszczem - zaśmiałam się pod nosem ale w głębi duszy było mi smutno.
Widziałam katem oka że moja bratowa nie była zadowolona z zachowania swojego męża, ale ja na pewno na niego w żaden sposób i to teraz w czasie mojego wyjazdu nie wpłynę, załatwię to wszystko po powrocie, a teraz czas na pakowanie, nie lubiłam tego.
Odpaliłam laptopa i postanowiłam że zadzwonię na Skypie do Mario, akurat jest po treningu więc będzie miał czas chociaż chwilkę pogadać abym szybciej się spakowała. Odebrał za pierwszym sygnałem, więc pewnie nie miał nic ciekawego do roboty.
- Hej kochanie, jak tam? - zapytał z wyraźnym wyrazem twarzy.
Gdy już on się uśmiechnął to poczułam coś w środku, nie mam pojęcia co to było ale coś cudownego jakby jakieś ukłucia, jakby taka gula w gardle która nie chce odjeść.
Patrzył się na mnie wyraźnie zadowolony moim przyjazdem a ja głupia nie mogłam nic powiedzieć, to wina tej guli w gardle
- No hej, wszystko dobrze jeśli chodzi o mnie, bo mój brat nadal jest na mnie zły że jadę do Ciebie - puściłam oczko i postawiłam laptopa na podłogę, aby móc się spakować w spokoju i nikt mi nie będzie mówił że coś nie słychać czy są jakieś zakłócenia.
Widać było że On jest zmęczony po treningu więc nie chciałam go męczyć naszą rozmową. Jeszcze zdąży na mnie się na patrzeć w ciągu tych 3 dni, pewnie mu się znudzę.
-Kochanie idź sobie odpocznij, bo wiem jak to jest być zmęczonym po treningu a obiecuję Ci że jak wstaniesz to już mnie zobaczysz. - uśmiechnęłam się szeroko i puściłam oczko.
Mario bez żadnych sprzeciwów uśmiechnął się i przytaknął mi więc zakończyłam rozmowę i schowałam laptopa i w końcu mogłam się do końca spakować, jak zawsze walizka mnie nie kochała bo nie chciała się zamknąć.
Gdy już skończyłam męczyć się z walizką zobaczyłam że już za godzinę mam pociąg do Monachium, zeszłam na dół i zobaczyłam swojego brata od razu przypomniały mi się wszystkie chwile spędzone z Łukaszem w Polsce.
-Łuki możemy porozmawiać? - zapytałam lekko krzywą miną, ponieważ bałam się jak zareaguje mój smutny ale stanowczy brat.
Poczułam wzrok Łukasza na sobie, więc wiem jakie czeka mnie kazanie, normalnie jak w kościele..
-Majka, wiem że ostatnio coś nie dobrze między Wami, a to dlatego że nie chcę aby moja mała kruszynka ruszała w świat i to sama, będę tęsknił za Tobą ale baw się dobrze i możesz być pewna że nie jestem zły na Ciebie - delikatnie mnie przytulił i robił to najlepiej właśnie tylko On. Ucieszyłam się ponieważ nie chciałam jechać tam wiedząc że nie wyjaśniłam ważnej sprawy. Teraz mogę spokojnie wyjeżdżać - uśmiechnęłam się promiennie, a mój kochany braciszek zaproponował mi że mnie podwiezie na dworzec.
Z gracją modelki podeszłam do dziewczyn żegnając się z Nimi, wiedziałam że wrócę więc nawet nie było łez. Po jakimś czasie, byłam już w pociągu i zostało tylko czekać jak wkurzający głos z pociągu powie mi że już jestem w Monachium.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Już coraz bliżej nadchodził dzień spotkania się z Majką, to tylko 3 dni ale wiem dobrze że to będą najlepsze 3 dni w moim życiu. Moja miłość i Majki jest może w pewnym sensie na odległość, ale dajemy radę jakoś i sądzę że wszystko się ułoży i kiedyś jeśli jej Łukasz się zgodzi to ze mną zamieszka. Bardzo lubię jej tyłek, to z jaką gracją porusza się tymi swoimi małymi stópkami, miała bardzo szczery uśmiech, tak samo jak jej brat, nie brakowało jej niczego, no ale jak każda dziewczyna ona uważała że ma kompleksy. Nie rozumiem czasem kobiet. - zaśmiałem się sam do siebie i zacząłem szykować się na trening,
Szybkim ruchem geparda znalazłem się w swojej sypialni, która jak zawsze świeciła bałaganem, na podłodze leżały moje ubrania które już nosiłem, nie miałem okazji zanieść ich do łazienki, więc tutaj tak leżą, brudne skarpetki, i korki no jak wiadomo za ładnie to one nie pachną. Dziś przyjeżdża mój skarb więc trzeba coś nie coś ogarnąć. To dopiero za 7 godzin no ale na treningu będę nieobecny z wiadomych powodów. Trening zaczynał się o 11 miałem jeszcze godzinkę aby się ogarnąć z przyszykowaniem i sprzątnięciem tego pokoju. Szybko zacząłem zbierać brudne skarpetki, spodnie, koszulki, biegałem tak szybko jak podczas akcji pod bramką na meczach. Następnie zacząłem zbierać papierki do kosza i po pół godzinnym bieganiu góra-dół moja sypialnia była gotowa na przyjęcie młodej Piszczkowej. Długo nie myśląc o Majce zerknąłem na zegarek a wskazówki wskazywały godzinę 10.40 więc miałem jakieś 15 minut żeby wziąć szybki prysznic i szybko jechać na trening. Guardiola nienawidzi jak się spóźniamy bo każe biegać "karne kółka".
Po 20 minutach byłem już na Stadionie i czekałem na resztę zawodników, zawsze byłem szybszy od Nich w przebieraniu się, ślimaczyli się jak mrówki a zwłaszcza Lewy. Niby był szybki w ataku ale nie taki szybki jak Ja - zacząłem się śmiać i usłyszał to Robi i zaczął gonić mnie jak jakaś dzika fanka, która bardzo by chciała mieć ze mną zdjęcie albo dorwać mnie i poprosić o autograf. - śmiałem się dalej gdy zobaczyłem że Lewandowski traci oddech.
- Co Lewus nie dajemy rady z bieganiem, oj Anka za słabo Cię motywuję, trzeba będzie się poskarżyć trochę - wybuchnąłem głośnym śmiechem i zauważyłem że słyszał to każdy nawet sam trener ponieważ puścił do mnie oczko i pewnie też by się zaśmiał, ale jak wiadomo mu nie wypada.
Lewy podbiegł do mnie z gracją łabędzia i głupio na mnie patrzał jak zawsze przecież.
- Mario ty mój grubasku, dzisiaj strasznie chyba Ci humorek dopisuje? Może tak trochę Ci go zepsuć -zaśmiał się Lewy i zaczęliśmy trening.
Zanim zdążyłem się przebrać zauważyłem że już jest 16 a moja kochana kruszynka, która mieszka w Dortmundzie, mieście które jeszcze kilka lat temu tak kochałem ma niedługo być na dworcu w Monachium. Po chwili wsiadłem do mojego auta i szybko pojechałem na opisane miejsce przez Majkę i czekałem aż jej pociąg zjawi się w mieście Monachium. Czekając tak na Nią myślałem nad tym aby zabrać ją dziś na romantyczną kolację i pokazać jej jak bardzo kocham i mimo tego że to miłość na odległość to bardzo mi na Niej zależy i mimo tych 400 paru kilometrów dajemy radę się spotykać i jest idealnie.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Szybkim ruchem geparda znalazłem się w swojej sypialni, która jak zawsze świeciła bałaganem, na podłodze leżały moje ubrania które już nosiłem, nie miałem okazji zanieść ich do łazienki, więc tutaj tak leżą, brudne skarpetki, i korki no jak wiadomo za ładnie to one nie pachną. Dziś przyjeżdża mój skarb więc trzeba coś nie coś ogarnąć. To dopiero za 7 godzin no ale na treningu będę nieobecny z wiadomych powodów. Trening zaczynał się o 11 miałem jeszcze godzinkę aby się ogarnąć z przyszykowaniem i sprzątnięciem tego pokoju. Szybko zacząłem zbierać brudne skarpetki, spodnie, koszulki, biegałem tak szybko jak podczas akcji pod bramką na meczach. Następnie zacząłem zbierać papierki do kosza i po pół godzinnym bieganiu góra-dół moja sypialnia była gotowa na przyjęcie młodej Piszczkowej. Długo nie myśląc o Majce zerknąłem na zegarek a wskazówki wskazywały godzinę 10.40 więc miałem jakieś 15 minut żeby wziąć szybki prysznic i szybko jechać na trening. Guardiola nienawidzi jak się spóźniamy bo każe biegać "karne kółka".
Po 20 minutach byłem już na Stadionie i czekałem na resztę zawodników, zawsze byłem szybszy od Nich w przebieraniu się, ślimaczyli się jak mrówki a zwłaszcza Lewy. Niby był szybki w ataku ale nie taki szybki jak Ja - zacząłem się śmiać i usłyszał to Robi i zaczął gonić mnie jak jakaś dzika fanka, która bardzo by chciała mieć ze mną zdjęcie albo dorwać mnie i poprosić o autograf. - śmiałem się dalej gdy zobaczyłem że Lewandowski traci oddech.
- Co Lewus nie dajemy rady z bieganiem, oj Anka za słabo Cię motywuję, trzeba będzie się poskarżyć trochę - wybuchnąłem głośnym śmiechem i zauważyłem że słyszał to każdy nawet sam trener ponieważ puścił do mnie oczko i pewnie też by się zaśmiał, ale jak wiadomo mu nie wypada.
Lewy podbiegł do mnie z gracją łabędzia i głupio na mnie patrzał jak zawsze przecież.
- Mario ty mój grubasku, dzisiaj strasznie chyba Ci humorek dopisuje? Może tak trochę Ci go zepsuć -zaśmiał się Lewy i zaczęliśmy trening.
Zanim zdążyłem się przebrać zauważyłem że już jest 16 a moja kochana kruszynka, która mieszka w Dortmundzie, mieście które jeszcze kilka lat temu tak kochałem ma niedługo być na dworcu w Monachium. Po chwili wsiadłem do mojego auta i szybko pojechałem na opisane miejsce przez Majkę i czekałem aż jej pociąg zjawi się w mieście Monachium. Czekając tak na Nią myślałem nad tym aby zabrać ją dziś na romantyczną kolację i pokazać jej jak bardzo kocham i mimo tego że to miłość na odległość to bardzo mi na Niej zależy i mimo tych 400 paru kilometrów dajemy radę się spotykać i jest idealnie.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No więc oficjalnie reaktywuję bloga!
Witam obecnych czytelników, jak i tych nowych <3
Mam nadzieję że rozdział Wam się spodoba, czekam na jakieś opinie i recenzje <3
Chciałabym podziękować jednej przyjaciółce, która doradziła mi abym reaktywowała bloga, miałam go usunąć no ale jakoś jest! :D
Dziękuję Olciak <3 :*
http://czlowiekamoznazniszczycaleniepokonac.blogspot.com/
Zapraszam Was na jej bloga, jest idealny <3 *_*
Zapraszam Was na jej bloga, jest idealny <3 *_*
Pozdrawiam Marcela :D